niedziela, 1 listopada 2015

Pamięci tych, o których niewielu pamięta...

Listopadowe popołudnie. Groby rodziny męża oraz moich znajomych odwiedzone, symboliczna lampka pod krzyżem dla moich bliskich zapalona. Jak co roku.

I podobnie jak rok temu, korzystając z dogodnej aury wsiadam na rower. Kieruję się nad Bałtyk. Nosi mnie Ciągną morskie fale. Obiecałam sobie, że w tym roku zapale znicz na plaży dla Tomka- mojego znajomego, którego zabrał zazdrosny Bałtyk- pisałam o tym w sierpniu.


Dojechałam do Mrzeżyna, zeszłam na plażę. Chwilę wcześniej słońce skryło się za chmurami, ale na niebie pozostała różowo-fioletowa poświata. Było niewiarygodnie ciepło, bezwietrznie i cicho. Pusta plaża i delikatny szum morza sprzyjały refleksji o życiu, przemijaniu, kruchości życia i naszych marzeń. Zapaliłam lampkę, przykucnęłam, przyglądając się falom omywającym mój znicz. Światło zostało przyjęte. Przeniosłam lampkę na kamienny murek- nie chciałam, by stała się kolejnym śmieciem (wszak nie po to sprzątałam plażę, by ją teraz zaśmiecać). Jeszcze chwile podziwiałam wielobarwne wody Bałtyku, po czym pojechałam do portu.
Mogłam wracać.

Zatrzymałam się przed Nowielicami- tam na wzgórzu pochowano francuskich żołnierzy, którym nie udało się wrócić do ojczyzny po klęsce Napoleona. Tam, przy tablicy upamiętniającej żołnierzy wszystkich wojen zapaliłam kolejny znicz. Dla mnie to symboliczne miejsce. Zgodnie z rodzinną tradycją w czasie II wojny światowej gdzieś na Pomorzu zaginął żołnierz wermachtu- brat mojego dziadka. Niewiele się o nim mówi. Nie wiem, czy czuł się Niemcem, czy też miał mniej szczęścia od mojego dziadka i został wcielony do niemieckiej armii. Prawdopodobnie o jego istnieniu nigdy byśmy się nie dowiedzieli, gdyby przy okazji podziału spadku, ciocia o rodzinie tegoż wuja nie wspomniała. Nie mam pojęcia, czy wuj ma gdzieś swoją mogiłę, czy może pochowany jest w pod jakimś wspólnym kamieniem. Mój znicz jest także dla niego.
Ostatnim miejscem, gdzie się zatrzymałam był obelisk ku czci żołnierzy wyzwalających Ziemie Zachodnie.
Było już zupełnie ciemno, gdy wróciłam do domu.
A mojej wycieczce towarzyszyła szanta:

Brak komentarzy: