wtorek, 2 sierpnia 2016

"Horyzonty uczuć", czyli dlaczego nie należy zaczynać trylogii od trzeciej części.

Jakiś miesiąc temu wpadła w moje ręce książka D. Schrammek "Wiatr wspomnień". Jakie były moje czytelnicze odczucia, możecie sprawdzić w poście.
Ponieważ półki w mojej biblioteczce nie wytrzymują powoli ciężaru książek, postanowiłam oddać wygrany egzemplarz na licytację w szczytnym celu. Gdy zaś przeczytałam, ze autorka będzie gościć na Święcie Kaszy, postanowiłam poprosić o autograf, by zwiększyć tym wartość książki. Wybrałam moment, gdy przy stoisku p. Doroty nikt się nie kręcił i podeszłam do pisarki. Opowiedziałam o swojej decyzji a wówczas pani Dorota do mojej trzeciej części dodała dwie pierwsze, by można było wylicytować komplet książek! Oczywiście każda została opatrzona stosowną dedykacją.


Muszę przyznać, że gest pisarki mile mnie zaskoczył, choć nie powinno mnie to dziwić zważywszy, że pani Schrammek robi wrażenie osoby bardzo ciepłej i wrażliwej, a z jej facebookowej tablicy wynika, że chętnie angażuje się w różne charytatywne inicjatywy.
Mając w domu przez chwilę wszystkie części trylogii, postanowiłam poznać wcześniejsze losy bohaterów pobierowskiej sagi.
W pierwszej części poznajemy Matyldę- sołtyskę z Pobierowa oraz jej bliższą i dalszą rodzinę- syna z żoną oraz daleką krewną z mężem. W pensjonacie spotkają się dodatkowo aptekarka Zoja, tajemniczy Ryszard z małym Antosiem, który nie jest jego wnukiem, Aldona dochodząca do siebie po raku, pielgrzym Michał. Poznamy tez kilku stałych mieszkańców Pobierowa i okolic, którzy wprowadzają w książkę lokalny koloryt, a przy tym są postaciami bardzo ciekawymi.
Już na początku zauważyłam pewien schemat w konstruowaniu fabuły i rysowaniu postaci i gdybym zaczęła czytać od "Horyzontów uczuć" a nie od "Wiatru wspomnień", to wybrana koncepcja nie zirytowałaby mnie.
"Horyzonty uczuć" zda mi się znacznie lepsza od kontynuacji. Mocną stroną książki są świetnie zarysowane postaci, z ich humorami, wadami i zaletami. Barwnie opisane jest wakacyjne Pobierowo, choć, wydaje mi się, że można by dorzucić kilka scenek rodzajowych lub miejsc (w tej części pojawia się willa Ewy Braun) .
A wracając do pewnego schematu: musi być tajemnicza postać, którą na początku ocenimy negatywnie, podejrzewając o wszelkie zło świata, która w trakcie trwania powieści okazuje się być kimś całkiem zwyczajnym, tylko skrywającym bolesną, ale wcale nie sensacyjną tajemnicę. Inna z postaci z osoby samolubnej i odpychającej pod wpływem splotu wydarzeń zmieni zachowanie, a człowiek faktycznie zły, zostanie przykładnie ukarany.
Tę część trylogii czyta się szybko i z przyjemnością, kilkakrotnie uśmiechając się pod nosem a nawet śmiejąc w głos.

2 komentarze:

Krzysztof Gdula pisze...

Ładna treść dedykacji. Anno, uświadomiłem sobie, że osobiście nigdy nie widziałem pisarza, bo też i gdzie mam zobaczyć? W lunaparku?

Anna Kruczkowska pisze...

A wiesz, pewnie nie jeden pisarz odwiedził Was incognito i się nie afiszował ;) My mamy trochę szczęścia, bo mieszkamy w miasteczku, gdzie za kulturę odpowiada człowiek z charyzmą, stąd i spotkania autorskie organizowane są dosyć często.