sobota, 15 października 2016

Co z tą jesienią?


Po dwóch deszczowych tygodniach wreszcie chociaż na chwilę wyjrzało słońce. Świat od razy wypiękniał, a my mogłyśmy cieszyć się urodą jesieni.
Korzystając z tego, że nie kapie na na głowy uzupełniłyśmy zbiory darów przyrody. Zebrałyśmy kolejne kilkanaście kilogramów jabłek, z których od razy przygotowałam cydr i mus jabłkowy do mięsa. Sok z dodatkiem drożdży do cydru buzuje jak szalony. Mam nadzieję, że wyjdzie równie pyszny, jak poprzednio nastawiony napój, który degustowałyśmy wczoraj w ramach Dnia Nauczyciela.



Wykopałyśmy też sporo bulw topinamburów, czyli słonecznika bulwiastego, który porasta sporą część okolicznych nieużytków. Teraz czekają na odpowiedni moment, by je zaserwować (poprzednie zjadłyśmy w zapiekance)
Dzisiaj ze zdziwieniem odkryłam, że słońce wstaje na tyle późno, że nie muszę zrywać się o 5.00 by obejrzeć jego wschodzenie!
Gdy wyszłam z psem, na niebie właśnie rozgrywał się cudowny spektakl. Nim jednak wyszłam poza zabudowania, niebo zszarzało i tylko na wschodzie widniała czerwona łuna.
Wracając, zebrałam kilka barwnych liści, nie jest ich jeszcze zbyt wiele, bo brak przymrozków sprawia, że drzewa nadal się zielenią i ani myślą pozbywać się bujnej liściastej czupryny.
Dzień nie był słoneczny, a silny wiatr potęgował uczucie chłodu, co odczuła Chuda, jadąc rowerem.
Ja jednak założyłam dziś sobie pracę na działce i zgodnie z tym założeniem ok. 11.00 pojechałam popracować w ogrodzie. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że piątkowy przymrozek nie wyrządził wielkich szkód, zwarzyło się tylko kilka liści fasoli i jeden kabaczek. Reszta rośnie, jakby to by środek lata: wśród zielonych liści ogórecznika widać maleńkie kwiatki, pod folią kwitną pomidory, największe jednak  zdumienie wywołam wielobarwny motyl- rusałka pawik odpoczywający na liściu.
Zebrałam buraczki- bo to był mój dzisiejszy cel, wyrwałam krzaczki fasoli, obierając je z ostatnich żółtych strączków ( teraz leżą już poporcjowane w zamrażarce). Wyrwałam kilka marchewek, pasternaków i kalarepy do zupy, okryłam zioła.
Po powrocie z ogródka upiekłam pyszny chleb dyniowo-kukurydziany z ziarnami słonecznika, przygotowałam buraczki do słoiczków, według przepisu z zeszłego roku. Przyozdobiła kilka małych butelek metodą serwetkową- czekają na zlewanie cydru.
Nim się spostrzegłam zrobił się wieczór...


7 komentarzy:

Krys Tek pisze...

Też mam już dość tej "szaroburości" :/ Dziś w końcu wyjrzało słonko więc wybrałem się na przejażdżkę. W zupełności się z Tobą zgadzam - drzewa ciągle zielone... i też spotkałem motylka :) Ścigał się ze mną przez kilkanaście metrów i odleciał sobie gdzieś :) Nienawidzę zimy, dlatego też zawsze z radością traktuję złotą jesień... której w tym roku jak na lekarstwo. Depresja murowana ;) Pozdrawiam cieplutko :)

Anna Kruczkowska pisze...

Ciągle mam nadzieję, że ta złota jeszcze się pojawi... niech by i w listopadzie była! Strasznie brakuje mi roweru- w tę pluchę jedynie do pracy i z powrotem jeżdżę (no i na działkę).

Krzysztof Gdula pisze...

Właśnie, czekamy na złotą jesień. Lato pięknie nas pożegnało, a po nim ni stąd, ni zowąd przyplątał się późny listopad, nie czekając swojej kolejki. Niech więc przyjdzie ciepły jeszcze i bajecznie kolorowy październik.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Dopiero teraz nastawiłam swój pierwszy tegoroczny cydr, również na drożdżach do cydru i win musujących, nastaw oczywiście z dodatkiem miodu:-) a "złotej polskiej" ani widu ani słychu, u nas leje, jesteśmy w chmurach, zimno, a motyle schowane w chatce ani myślą wychynąć jeszcze na świat; mus jabłkowy do mięsa ... napisz, Aniu,coś więcej o nim ... chyba, że wcześniej coś pisałaś; pozdrawiam wieczorową porą.

Anna Kruczkowska pisze...

Tak, Krzysztofie, niech przyjdzie!
Mario, te jabłka do mięsa to zupełnie nowy pomysł. Mam w tym roku tyle owoców, że szukam nowych pomysłów! Zamiast cukru dodałam do przecieru z jablek soli i ostrej papryki.Do kaczki będzie idealne!

Niania w Paryzu pisze...

Masz strasznie duzo pracy... Alé jakze cudnej pracy. U nas wciaz jest bardzo cieplo ponad 20 stopni w dzien I deszcz raz pokapal od 1 wrzesnia. Kolory sie zmieniaja alé prawdziwej chlodnej jesieni brak no chyba,ze piszemy o tej z godzin switania.

Marchevka _ pisze...

Haha, oglądałyśmy ten sam wschód, tylko że ja wtedy zdawałam służbę i to były moje ostatnie minuty pracy :D